Niechętnie przetestuję, chętnie zaopiniuję
Dziś zajmiemy się myślą:
„niechętnie przetestuję, ale chętnie zaopiniuję”.
Ile razy widzieliście domorosłych ekspertów, którzy opowiadali o TOP 10 narzędzi AI, które usprawnią pracę? Pewnie wiele razy, tak samo jak ja. Problem pojawiał się, gdy okazywało się, że polecający zna swoje polecajki tylko z teorii – poczytał o nich, coś usłyszał, coś dopowiedział i tym sposobem tworzył ranking. Zapytany na to, czy którekolwiek z rozwiązań testował osobiście, odpowiadał, że nie miał okazji, gdyż zazwyczaj polecane narzędzia są z odległych zakątków świata.
Każdy chce być postrzegany jako ekspert od innowacji. Ktoś, kto się zna, kto bywa i kto widuje. Dodajemy tym sobie punkty i we własnych oczach stajemy się więksi. Gdy do tej nałożonej samemu sobie łatki dochodzi walidacja, może powstać fałszywe poczucie, że faktycznie, jest się znawcą, chociaż takim na odległość (przecież nikt nie musi wiedzieć).
Jednak, co powoduje, że jak grzyby po deszczu rosną nam kolejni innowatorzy czerpiący wiedzę z sieci? Siłą napędową tego zjawiska jest czas. Wiem, że mówiłem o tym wiele razy, ale chciałbym zwrócić Waszą uwagę na to, jak wielkim wrogiem nas samych jest bat, który sami ukręcamy.
Przez brak czasu na testowanie nowości, łatwiej jest śledzić je na odległość. Może nawet nam się wydawać, że wiemy o danej technologii sporo, bo obejrzeliśmy walkthrough na YouTube. Lekarze permanentnie cierpią na niedostatek czasu. I jest to problem nie tylko dla pojedynczych lekarzy, lecz także dla całego środowiska. Skoro lekarz ma najwyżej chwilę na przejrzenie „TOP 10 narzędzi AI”, to nawet, jeśli podane zostanie mu na tacy rodzime oprogramowanie, to niestety, nie znajdzie na nie przestrzeni. Co jednak może zrobić? Zaopiniować. Oddelegować od siebie pracę. Może ktoś inny przetestuje, może nie.
Co to daje? Zależy kogo zapytamy. Lekarzowi daje święty spokój i wyższą rangę na LI. Producentowi oprogramowania natomiast różnie – zależy od opinii, która w praktyce zależy od widzimisię opiniującego. Ci natomiast niekoniecznie są skłonni, by coś solidnie wcześniej przetestować i szybko wystawiają negatywną ocenę… ponieważ nikt nie wie w pierwszych sekundach, jak korzystać z danego narzędzia. Ale jeśli narzędzie po włączeniu nie czyta w myślach, to automatycznie staje się złe i nawet nie wlatuje na ostatnie miejsce w rankingu.
Opiniowania nikt nie reguluje. Jest to zaleta, ale też przekleństwo. Co jednak możemy zrobić, by doszło do jakiejś zmiany? Niewiele, bo każda zmiana zaczyna się w głowie. To, co mogę robić ja, to zasiewać tę myśl w innych, między innymi w Was, by niosła się dalej.