Wtórny analfabetyzm

Wtórny analfabetyzm

39% dorosłych Polaków nie rozumie prostych tekstów.
38% nie radzi sobie z liczeniem.
48% nie potrafi rozwiązywać problemów adaptacyjnie. 

To nie są dane z czasów PRL-u, tylko z raportu OECD z lat 2017–2023 [1].

W skrócie: prawie połowa społeczeństwa nie ogarnia świata, który sama sobie stworzyła. A przecież żyjemy w epoce, gdzie instrukcja obsługi czajnika ma więcej stron niż niejedna lektura szkolna.

Funkcjonalny analfabetyzm to nie tylko problem jednostki. To koszt dla całej gospodarki. Bo jak prowadzić innowacje, skoro połowa zespołu nie rozumie briefu? Jak wdrażać cyfryzację, jeśli kliknięcie „akceptuj ciasteczka” to szczyt interakcji z technologią?

W rozmowach z lekarzami coraz częściej słyszę, że jeśli coś wymaga skupienia, to ryzyko odrzucenia rośnie. Bo przecież łatwiej kliknąć niż zrozumieć. Łatwiej powtórzyć niż przemyśleć. A najłatwiej zrzucić decyzję na AI. LLMy mają przecież odpowiedź na wszystko, prawda? 

Usprawnianie procesów ma swoje granice. Można unowocześniać RTG w nieskończoność, ale to tomografia komputerowa zrobiła przełom. Tak samo jest z rozwojem kompetencji. Bez przeskoku w zrozumieniu, bez realnego zaangażowania, nie da się być naprawdę dobrym. Można mieć dostęp do narzędzi, ale bez umiejętności ich użycia, zostaje tylko iluzja postępu.

Zamiast więc kolejnych debat o sztucznej inteligencji, może warto zacząć od naturalnej inteligencji. Bo AI nie zastąpi ludzi, ale może ich wyprzedzić. I to nie dlatego, że sztuczna inteligencja jest genialna, tylko dlatego, że my stoimy w miejscu.

Jaka jest puenta tego wpisu? Dość gorzka. Jeśli nie zainwestujemy w kompetencje podstawowe, to za chwilę będziemy krajem, w którym AI nie tylko pisze posty na Linkedinie, ale też tłumaczy je obywatelom. A to już nie jest śmieszne, tylko smutne.

[1] https://www.telepolis.pl/tech/nauka/polacy-cofaja-sie-w-rozwoju-dane-sa-bezlitosne