Co odróżnia LLMa od rezydenta?
Nie, to nie jest początek dowcipu sprzedawcy z kiosku, który zrobiłby furorę w „Maratonie uśmiechu” w 2003 roku. To raczej refleksja, wynikająca z ciekawej rozmowy, którą niedawno odbyłem z dr. Przemysławem Bombińskim. I zanim zaniepokojeni lekarze chwycą za widły – proszę, przeczytajcie do końca.
Choć rezydent jest już lekarzem, wciąż znajduje się w procesie specjalizacji. Uczy się, doskonali, zdobywa doświadczenie – jednym słowem, jest w drodze. Oznacza to też naukę tworzenia dokumentacji medycznej, co z pozoru może wydawać się rutynowe. W rzeczywistości to sztuka wymagająca spostrzegawczości i skrupulatności, czyli cech, które rozwijają się pod czujnym okiem bardziej doświadczonych kolegów.
Na początku jednak nie wszystko wychodzi idealnie. Numeracja zębów może się pomylić, pewne zmiany zostać przeoczone, a niektóre „odkrycia” wcale nie istnieć. To naturalne. Błędy zdarzają się, a ich korekta następuje dopiero po weryfikacji przez specjalistę, który wie, na co patrzeć i czego szukać.
I tutaj pojawia się analogia z LLM. Intencje są podobne: rezydent chce tworzyć profesjonalne opisy, LLM “chce” generować tekst, który wygląda, jakby został napisany przez eksperta. W obu przypadkach forma często wyprzedza treść, a detale, te najistotniejsze, potrafią się zagubić. W efekcie łatwo o błędy, których wyłapanie często wymaga więcej wysiłku niż samodzielne stworzenie dokumentacji od zera.
Różnica jest jednak fundamentalna. Rezydent może zapytać, nauczyć się, przeanalizować swoje błędy i z czasem je wyeliminować. Sztuczna inteligencja wbrew pozorom jest bardzo prosta. Nie wnika w treść, którą otrzymuje. Po prostu pracuje na otrzymanym “wkładzie”, ale bez refleksji.
Można więc powiedzieć, że LLM zachowuje się jak ambitny rezydent... który nigdy nie kończy specjalizacji.