Niech wdrożą inni, bo ja nie mam czasu

Niech wdrożą inni, bo ja nie mam czasu

Dziś na tapet weźmiemy hasło:
„Pomyślmy szeroko, kompleksowo, wielopoziomowo, ale niech wdrożą to inni, bo mi się nie chce”.

Zazwyczaj w tej serii opowiadam o lekarzach i o różnych trudnościach pojawiających się na ścieżce współpracy. Tym razem jednak nie o samych lekarzach będzie, lecz także o placówkach i wszelkiego rodzaju specjalistach, np. od IT.

Tak jak pisałem ostatnio – lubimy czuć się ekspertami. Dodawać sobie punkty pewności siebie i ważności, tym, że ktoś pyta nas o zdanie albo nawet nie pyta, ale mamy platformę, by się wypowiedzieć, trochę pomądrzyć, postawić nieco wyżej niż słuchający nas. Żeby to osiągnąć, możemy, czy to jako pojedynczy lekarz, czy zespół/firma/specjalista z jakiejkolwiek dziedziny, brać udział w różnych raportach, podsumowaniach, debatach.

Co jednak się stanie, gdy w pokoju zgromadzimy stu ekspertów? Brzmi jak wstęp do marnego dowcipu i chociaż gdzieć głęboko w sobie odnajduję w tym humor, odpowiedź nie jest śmieszna. Efekt takiego zlotu, okrągłego stołu czy jakiegokolwiek inaczej nazwiemy to zgromadzenie, jest taki, że każdy temat jest nawet nie analizowany, a rozgrzebywany. Dlaczego? Ponieważ każdy ekspert w swojej eksperckości musi dołożyć swoje 3 grosze, nawet jeśli ta dokładka wartości mieć nie będzie. W efekcie paraliżuje to jakąkolwiek decyzyjność.

Z drugiej strony mamy świat wdrożeń. W tym świecie nie bawimy się w teoretyczne w debaty, tylko w działania. Jesteśmy przestrzenią, gdzie teoretyczne debaty tych pierwszych mają szansę stać się rzeczywistością. Oczywiście, te dwa światy bez siebie nie istnieją, jesteśmy jak jing i jang.

Nasz świat ma jednak potężną wadę. Jest… nudniejszy. Robi się nieatrakcyjne rzeczy. Upewniamy się, że lekarz ma poprawnie wpięty kabel od sieci, czy przeglądamy ustawienia antywirusa. Dużo bardziej pociągające jest debatowanie, snucie wizji i malowanie obrazów ewentualnej przyszłości. Przez to, że niestety więcej uwagi poświęca się raportom niż faktycznemu działaniu, tracimy szansę na wprowadzenie czegoś, co faktycznie może zmienić dużo.

Czy mam pomysł, jak to rozwiązać i zachęcić ludzi do przejścia na inną stronę mocy? Nie za bardzo. Zastanawiam się jednak: jeśli każdy może być ekspertem, to czy ma to jeszcze jakąś wartość? Jeśli w klubie wszyscy pójdą do sekcji VIP, to czy sekcja VIP nie przestaje być ekskluzywna? Refleksję zostawiam Wam!