Pies ogrodnika

Pies ogrodnika

„Potrzebujemy automatyzacji procesu, ale nie damy dostępu do koniecznych danych bo zbyt wiele byście o nas wiedzieli”. 

Znacie powiedzenie o psu ogrodnika? W tym wypadku to samorealizująca się przepowiednia.

„Potrzebujemy automatyzacji”. Łatwo powiedzieć. To beztroskie hasło w uszach kogoś z branży informatycznej brzmi jak „trzeba tu ogarnąć” rzucone w zagraconym domu. Oczywiście, byłoby to miłe i z pewnością byłoby ładniej, ale co przedstawia praktyka?

Rozmowy z lekarzami pokazują, że ci chcieliby automatyzacji i wyciągali z dokumentacji wszystkie możliwe wnioski. Skąd jednak wziąć odpowiednie dane pozwalające na dostarczenie takich informacji? Dla lekarza odpowiedź jest bardzo prosta: z systemu. Tu jednak pojawia się problem. 

Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda rzeczony „system”? To połączenie iluś tam różnych oprogramowań pochodzących od różnych dostawców, z czego każdy z nich informacje o pacjentach przechowuje w innym miejscu. Co więcej, każdy producent w inny sposób może chronić posiadane przez siebie informacje. Sprawa to, że cała wiedza z dokumentacji nie jest w jednym miejscu, a jest rozsiana. 

Gdyby to była książka fantasy, moglibyśmy ruszyć na wyprawę w poszukiwaniu tych ukrytych zakamarków, by złączyć wszystkie horkruksy. W rzeczywistości jednak temat jest dużo bardziej skomplikowany, bo chociaż możemy próbować romantyzować ten obraz, to praktyka pokazuje, że dla pracownika IT to nie brzmi jak wyzwanie, a kłopot.

Ale czy te dane w ogóle są tak cenne jak placówkom może się wydawać? I tak, i nie. Tu problem jest inny: niekoniecznie potrafią wykorzystać ewentualne informacje, ale obawiają się, że ktoś inny mógłby to zrobić. I zarobić. A to oznaczałoby, że monopol placówek medycznych na pomoc pacjentom mógłby przestać istnieć. Dlatego placówki z jednej strony chciałyby tej automatyzacji, ale obawiają się, co to oznaczałoby dla nich w dłuższej perspektywie. I ostatecznie, nawet gdy wprowadzają jakieś automatyzacje, innowacje, nowoczesne oprogramowania, nie chcą udostępniać posiadanej przez siebie wiedzy, bo przecież ktoś z zewnątrz, jest „zagrożeniem”.

Jakie są tego konsekwencje? Te przede wszystkim odbijają się na pacjentach. Bo pomimo możliwości posiadania encyklopedii pełnej wiedzy, ta nie jest kompletowana, w obawie, że zostanie wykorzystana aż za dobrze. 

Dlatego w tych trudnych czasach nie pozostaje mi nic innego, tylko życzyć nam zdrowia. Każdemu z nas się przyda.