“Potrzebuję pomocy od zaraz (ale jutro wyjeżdżam na miesięczny urlop)”

“Potrzebuję pomocy od zaraz (ale jutro wyjeżdżam na miesięczny urlop)”

“Potrzebuję pomocy od zaraz (ale jutro wyjeżdżam na miesięczny urlop)”.

Gdy jesteśmy w pracy, normalnym jest, że firma nas wdraża, szkoli, przygotowuje do funkcjonowania w swoim środowisku. Żeby pracować osiem godzin dziennie pięć dni w tygodniu trzeba się do tego odpowiednio przygotować, a przyzwyczajenie się do danego miejsca zazwyczaj trochę zajmuje. Na początku jesteśmy często zagubieni, popełniamy błędy, gubimy się w wewnętrznych procedurach i nie wiemy kim są osoby dołączane do maili. I to jest normalne. 

Co jeśli jednak cale wdrożenie dotyczyło naszej poniedziałkowej pracy, bo w pozostałe dni tygodnia pracujemy w czterech innych miejscach?

W takiej rzeczywistości żyją lekarze. Pracują w kilku miejscach jednocześnie, przez co w żadnym nie pracują “całym sobą”. Wdrożenia, procedury, systemy - mając ich pięć wersji, nie ma przestrzeni na szkolenie. Ponieważ jakie to szkolenie, kiedy nie ma czasu i przestrzeni na to, żeby potrzebna do pracy wiedza się ugruntowała i zaprawiła w ogniu pracy? Efekt jest taki, że mamy lekarzy przyjmujących w kilku miejscach, ale w żadnym nie ogarniają do końca środowiska, w którym pracują. Następuje rozsmarowanie i stanie się zwykłym średniakiem, który może i zdywersyfikował swoje przychody, ale kosztem pacjentów, który nie otrzymują wysokiej klasy pomocy. W związku z tym lekarze potrzebują pomocy. 

I tu pojawia się clou problemu. Jak można pomóc komuś, kto żyje w grafitowym terisie? Dodatkowo, nie zapominajmy, dochodzą urlopy, urodziny i wszystkie okazje, które dla zwykłych śmiertelników żyjących na jednym etacie nie są okazjami do wzięcia dni wolnych, a dla lekarzy już tak. Żeby wpasować się ten napięty i skomplikowany grafik trzeba samemu mieć dużo samozaparcia i cierpliwości, bo lekarze zazwyczaj najwyżej uznają, że mają osiem minut wolnego między wyjściem z gabinetu a wejściem do auta i w tym czasie są gotowi przyjąć szkolenie dotyczące czegoś, co ma im pomóc. Potrzeba więcej czasu? Niestety, za chwilę zaczyna się urlop, nie da rady. Ostatecznie ta smutna opowieść kończy się tym, że lekarz dochodzi do wniosku, że może faktycznie jest źle, ale stabilnie, więc daruje sobie wszelkie optymalizacje, tak jakby nie miało to żadnych długofalowych konsekwencji. 

A te są. Kto cierpi na takich decyzjach i dywersyfikacjach? My wszyscy, którzy korzystamy z opieki zdrowotnej. Może jest to smutny przedświąteczny wniosek, może dzień przed Mikołajkami należałoby celebrować radość, ale od rzeczywistości nie uciekniemy. 

Ponownie, wszystkim nam życzę zdrowia. Bo żeby chorować w obecnym systemie, trzeba mieć dużo cierpliwości.